Czy traumę można odziedziczyć? - to pytanie, na które Berenika Lenard i Piotr Mikołajczak próbują odpowiedzieć w swojej najnowszej książce „Baldur. Wyspy białego słońca”.
To jedna z trudniejszych lektur, jakie miałam okazję ostatnio czytać. Długo zastanawiałam się, jak o niej opowiedzieć i jak pokazać książkę, żeby nie zbagatelizować tematu, ale też nie zniechęcić nikogo do jej przeczytania. Bo tak bardzo warto do niej wrócić! Zwłaszcza dziś, w dobie kryzysu klimatycznego i... etycznego. Czy można, czy trzeba i czy wypada zestawiać ze sobą zagładę zwierząt dziś i zagładę ludzi podczas II Wojny Światowej? To tylko jedno z trudnych pytań, które wybrzmiewają z tej książki...
Pierwsze, co chciałam zrobić, po przeczytaniu tej książki, to jeszcze mocniej, niż zwykle, przytulić się do R. I zrobiłam to, choć już dawno spał - zarwałam pół nocy na dokończenie „Szklanych ptaków. Opowieści o miłościach Krzysztofa Kamila Baczyńskiego” Katarzyny Zyskowskiej. I chociaż mam kilka małych „ale”, całokształt zrobił na mnie duże wrażenie.
Istnieje szansa, że gdy moje koty się dokształcą, zapanują nad światem i czekać nas będzie świetlana przyszłość bez rolek odkłaczających i reklam leków, ale za to z bogactwem smaków kocich chrupek, docenianiem puszystości i wolnymi kuwetami dla wszystkich! ;-) Jednak zanim to nastąpi może warto, żebyśmy i my się nieco dokształcili ? Zwłaszcza w temacie, od którego nie da się już dłużej uciekać?
Ja tu o planach styczniowych i meblach, czyli takie "pitu-pitu", a w tym czasie pewna Ekipa Superbohaterów dosłownie ratuje nam tyłki! Wyobrażasz to sobie?! Istnieje ktoś, coś, co niezależnie od tego, co ludzie wymyślą by jeszcze bardziej dopiec naszej planecie, wciąż próbuje te szkody naprawić. O kim i o czym mowa?
Typowe świąteczne prezentowniki to nie jest moja mocna strona, dlatego dotąd nie stworzyłam ani jednego na blogu. Ale uważam, że nie ma lepszego prezentu, niż książka. Z każdej okazji i bez okazji. Dlatego dziś polecę Ci książki dla ludzi o różnych zainteresowaniach, które świetnie sprawdzą się w roli prezentu pod choinkę.
Miałam 8 lat. Wypożyczyłam w szkolnej bibliotece książkę "Jak Wojtek został strażakiem". Marzyłam w tym momencie o zostaniu strażaczką, a jakże! Cieniutką książeczkę przeczytałam jednym tchem i jeszcze tego samego dnia przyniosłam do biblioteki, by ją oddać. Pani Bibliotekarka spojrzała na mnie zza okularów surowym wzrokiem i machając siwą czupryną na boki, zaczęła na mnie krzyczeć, że:
Są takie książki, na których widok robi się gorąco! Serce drży na myśl o lekturze, oko wędruje po meandrach złoconych liter, mózg rejestruje każdy detal okładki, a dłonie dotykają - jak w transie - każdego zagięcia, każdej kartki. Są takie książki. I dziś Ci o czterech takich opowiem...
Tak, wiem, to wakacje się skończyły, a nie lato, a jesień przyjdzie dopiero pod koniec września, ale przezorny zawsze ubezpieczony! W razie, gdyby rok 2020 szykował nam kolejne niespodzianki, już teraz zorganizowałam sobie całkiem ciekawe i niewymagające wychodzenia z domu zajęcie - książki! Tych nigdy dość! :) Oto 15 książek, które będę czytać jesienią:
Spektrum zaburzeń autystycznych to temat szeroki i rwący, jak rzeka. Mnie, totalnemu laikowi, wydaje się niesamowicie odległy i jednocześnie fascynujący. I choć nie mam ambicji zostania specjalistką, interesuje mnie na tyle, że poszerzam swoją wiedzę w tym zakresie. Dziś chciałabym Ci polecić trzy świetne seriale, dzięki którym spojrzysz na swoje życie w zupełnie innym świetle. Bo to, co Tobie wydaje się naturalne i dziecinnie proste, może być dla kogoś przeszkodą nie do przejścia. Jak się odnaleźć, gdy rytm codzienności nadają rytuały, bez których nie można zrobić kolejnego kroku, a wyrażanie emocji jest trudniejsze, niż fizyka kwantowa dla humanisty?
Wyobrażam sobie Marię Sibyllę Merian siedzącą nad kartką papieru w kuchni wynajmowanego w Paramaribo, stolicy Surinamu, domu. Widzę ją w ciasnym gorsecie, długiej sukni, pochyloną nad stołem i szkicującą piękny okaz pomelo. Tuż nad owocem tańczą aktywne za dnia ćmy z gatunku Urania leilus...
Jest tyle rzeczy, o których chciałabym Ci tu napisać, ale wciąż szukam odpowiednich słów. Minęły już ponad 2 miesiące od naszego wypadu na Lofoty, a ja nadal nie potrafię powiedzieć czy napisać więcej, niż "wow". Było pięknie, było magicznie i każdy powinien tego chociaż raz w życiu doświadczyć. Kropka.
Jesień trwa i chociaż ostatnio temperatury w ciągu dnia są całkiem... czerwcowe, to wieczory są już dość długie i ciemne. Nadszedł czas herbaciano-książkowej pogody, jeden z najprzyjemniejszych w roku. Dlatego dziś mam dla Ciebie trzy propozycje lektur, które świetnie wpisują się w jesienną aurę, ale też poruszają ciekawe tematy związane z krajami nordyckimi.
"Dary bogów" Witolda Jabłońskiego jednych zachwycają, innych doprowadzają do szewskiej pasji. Jak to możliwe, że wydawałoby się zwykły zbiór słowiańskich mitów ma taką moc sprawczą? Że wkurza, albo oczarowuje? Ukułam na tę okoliczność swoją własną teorię, o której Ci dziś opowiem. Bo mogę. ;)
źródło: Netflix.com Mój blog jest trochę wnętrzarski, trochę lajfstajlowy, ale co jakiś czas pojawiają się tutaj też treści światopoglądowe. Dlatego dziś poruszam temat trudny, ważny, aktualny. Temat, który na świecie budzi wiele emocji, a jeszcze więcej demonów. Temat, który sprawia, że my, ludzie, wyciągamy pięści i maszerujemy w proteście przeciwko oraz - po drugiej stronie - w jego imieniu. Wszystko to pod wpływem bardzo ważnego miniserialu Netflixa - "Jak nas widzą" (oryg. When they see us). Porozmawiajmy o kolorach, ok?
Stwierdzenie silna kobieta w języku polskim wciąż jeszcze ma wydźwięk pejoratywny. Siła kobiet kojarzona jest głównie z wojującym feminizmem. A raczej z błędnym jego rozumieniem: silna = wrogo nastawiona do mężczyzn, roszczeniowa, kłótliwa, brzydka baba, najpewniej lesbijka z ambicjami, chcąca wzbić się wyżej, niż powinna.
fot. Maciej Brencz Wyspy Owcze. Smagane wiatrem, wulkaniczne, bezleśne kawałki skalistej ziemi, rozrzucone losowo na Morzu Norweskim. Kilkanaście fragmentów lądu zbudowanego z ciszy, prostoty i geniuszu Natury. I prawie osiemdziesięciu tysięcy owiec. To jedno z moich marzeń podróżniczych do spełnienia. Niedawno swoją premierę miała książka, dzięki której jeszcze bardziej zapragnęłam TAM być.
Kiedy wydawnictwo Czarna Owca zaproponowało, że prześle mi książkę "Spokój i cisza. Cała prawda o życiu daleko od miasta" Natalii Sosin-Krosnowskiej, nie wahałam się ani chwili. Nie dlatego, że autorka prowadzi - jak się okazuje - jeden z ciekawszych programów telewizyjnych (wiesz, że żyjemy bez telewizji z wyboru, więc nie miałam o tym pojęcia!). Ale dlatego, że całkiem niedawno staliśmy się właścicielami kawałka ziemi na wsi i kto wie, może za jakiś czas właśnie stamtąd będę pisać do Ciebie posty i robić zdjęcia. ;)
Dzień Dziecka obchodzę co roku, bo sam fakt bycia dorosłym wcale nie oznacza, że przestaliśmy być dziećmi. Poza tym dlaczego miałabym z własnej woli rezygnować z przytulania, całusów i prezentów? No dobra, z prezentami to przesadziłam, ale Rodzice zawsze obdarowują mnie dobrym słowem. A słowa, zwłaszcza te drukowane między dwiema okładkami, bardzo lubię. :) Dlatego dziś chciałabym Ci pokazać jedną z najcenniejszych pamiątek z dzieciństwa - ulubioną książkę małej kozy.
Jeśli Norweg jest cały w skowronkach, może o sobie powiedzieć å være en glad laks, co oznacza, że jest zadowolonym łososiem. Nikt nie wie, jak to jest być łososiem, ale wiadomo, że typowy Norweg jest zadowolony z życia. A czy ja jestem zadowolona z książki "Szczęśliwy jak łosoś. O Norwegii i Norwegach" Ani Kurek, znanej szerzej jako Norwegolożka ? Generalnie tak, ale...