niedziela, 25 sierpnia 2019

{Dary bogów - o mitologii Słowian słów kilka}


"Dary bogów" Witolda Jabłońskiego jednych zachwycają, innych doprowadzają do szewskiej pasji. Jak to możliwe, że wydawałoby się zwykły zbiór słowiańskich mitów ma taką moc sprawczą? Że wkurza, albo oczarowuje? Ukułam na tę okoliczność swoją własną teorię, o której Ci dziś opowiem. Bo mogę. ;) 
Kiedy na koziej stronie fejsbukowej pokazałam zdjęcie tej książki i napisałam, że właśnie ją kupiłam i zabieram się za czytanie, w komentarzach pojawiły się różne opinie na jej temat. Wszystkie cenne, wszystkie potrzebne, wszystkie - w zależności od punktu widzenia - prawdziwe. Ponieważ jestem dość upartą kozą, postanowiłam, że wyrobię sobie własne zdanie na jej temat. W końcu nieczęsto zdarzają się próby opisania mitów słowiańskich w lżejszej, bardziej przystępnej, niż rozprawa naukowa, formie. No i lubię dawać książkom szansę. I sobie także - na pozytywne rozczarowanie. :)

Przygodę z "Darami bogów" zaczęłam od... częściowego pominięcia wprowadzenia. ;) Żeby nie było - przeczytałam co nieco, ale autor zmęczył mnie przeokrutnie swoim pouczającym tonem i zbyt dużą dawką samouwielbienia. Jednak, kto czytał inne dzieła Jabłońskiego wie, że ten typ tak ma. Przeleciałam więc wzrokiem co istotniejsze fragmenty wstępu i z nastawieniem godnym nastolatki zabierającej się za czytanie lektury szkolnej (w tym wypadku czegoś na wzór "Mitologii" Parandowskiego), odpłynęłam w świat słowiańskich bogów i ich niesamowitych przygód. 


Wiesz, w czym upatruję sukces czytelniczy tej publikacji? W odpowiednim nastawieniu. Tak, tak, luźne podejście do tematu to podstawa. Jeśli spodziewasz się wielowątkowej, popartej wszystkimi możliwymi badaniami naukowymi i odkryciami archeologicznymi rozprawy - rozczarujesz się. Ale jeśli uznasz tę książkę za próbę dotarcia z mitami słowiańskimi pod strzechy, do młodzieży szkolnej, pasjonatów słowiańszczyzny - będziesz oczarowana/-y. Bo "Dary bogów", tak jak i inne książki mierzące się z tematem wierzeń dawnych Słowian, to luźny zbiór opowieści, przekazywanych ustnie legend, które nie mają jednej jedynej prawdziwej wersji. Słowiańskie mity to nie Biblia, Koran, Tora. To nie Kalevala i nie Edda. Nie istnieje żadna przedchrześcijańska wersja mitów słowiańskich, nie zachowały się żadne dokumenty, pisma, ani wyrzeźbione w kamieniach wersy. Trudno więc o jedyną słuszną wersję. 


U Jabłońskiego znajdziesz więc wariacje na temat mitu o początku świata, o stworzeniu człowieka, o walce bogów, o Nawii, o Welesie, Mokoszy i Perunie, o wilkołakach i innych stworach, a nawet o Babie Jadze. Tak, tej samej, której pozbyli się Jaś i Małgosia. Okej, być może język, którego używa Jabłoński jest nieco archaiczny i momentami naprawdę irytujący. Ale rozumiem i szanuję to, że bardzo starał się unikać słownictwa pochodzącego z greki i łaciny - zupełnie nieznanego dawnym Słowianom. 

Rodzimej mitologii próżno szukać w kanonie lektur szkolnych, a i podczas lekcji historii zahacza się jedynie o niewielki jej fragment, skupiając się bardziej na tłumieniu pogaństwa przez wspaniałych chrześcijan, niż na dawnych wierzeniach i obrzędach. Co ciekawe - ten problem nie istnieje w kontekście obcych mitologii: rzymskiej i greckiej. Te omawiane są dość szczegółowo. A przecież nie żyjemy w Grecji czy Rzymie. ;) 
Dlatego tym bardziej cieszy mnie to, że "Dary bogów" ujrzały światło dzienne i są alternatywą dla utrwalonych już na wszystkie możliwe sposoby mitów greckich i rzymskich. Że chociaż w ten sposób, sięgając po ten zbiór opowiadań, ci z nas, którzy zupełnie nie mają pojęcia o przedchrześcijańskich wierzeniach naszych przodków, mogą się z nimi zapoznać. Oczywiście, że dotąd też mogli - istnieje bowiem kilka innych książek poruszających tę tematykę. Ale ich forma i język powodują, że sięgają po nie faktycznie nieliczni, ci najbardziej zainteresowani tematem. 

Książka "Dary bogów" ukazała się najpierw w wersji audio i to także zadecydowało o jej powodzeniu. Ponieważ lektorzy (wśród nich także wspaniali aktorzy, jak Wiktor Zborowski czy Magdalena Cielecka) wykonali kawał niesamowitej pracy - słucha się tego naprawdę świetnie. Ale cieszę się, że zdążyłam najpierw przeczytać, a później wysłuchać fragmentów książki - podczas czytania głosy bohaterów w mojej głowie brzmiały zupełnie inaczej. ;) Jeśli chcesz, to >>> godzinny fragment audiobooka znajdziesz tu. <<<

Reasumując: warto. Cóż więcej mogę dodać? Może tylko to, że dobrze jest samemu się przekonać, czy jakaś książka przypadnie Ci do gustu, czy nie. Być może nie zgodzisz się z moją opinią, być może ją potwierdzisz. Ale ważne, byś wyrobił/-a sobie swoje zdanie. :)

Uściski, k. 



10 komentarzy:

  1. Ja tak miałam z filmami nierzadko, tj. jedni mówili to, inni tamto, a dopiero jak sama wyrobiłam sobie zdanie po obejrzeniu, mogłam troszkę zrozumieć czy jednych, czy drugich, przekonać się na własnej skórze.
    Fajnie, że piszesz o plusach i minusach :) I nawet jeśli archaizmy mogą irytować, tłumaczysz, dlaczego je doceniasz - super ;)
    To prawda... szkoda, że nie uczą w szkołach naszej własnej historii... zawsze mnie to irytowało. Ja uwielbiałam starożytny Egipt i irytowało mnie, że tyle czasów poświęcaliśmy Grecji i Rzymowi, a Egiptowi nie. Bo niby co - też historia starożytna... i też nie nasza przecież ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, z filmami też mam podobnie. :) Ja oczywiście nie zabraniam nikomu nauki o starożytnej Grecji, Rzymie czy Egipcie, ale fajnie, gdybyśmy znali też naszą własną historię. :)

      Usuń
  2. Ostatnio coraz częściej natykam się na literaturę związaną z naszymi Słowiańskimi korzeniami, chyba będę musiała w końcu zgłębić temat :)

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo mnie zaciekawilaś ta pozycją książkową muszę ją dorwać w księgarni przejrzeć ja z tego typu książek zamierzam kupić sobie mojego ulubionego autora Łukasza Wierzbickiego" Drzewo. Mity słowiańskie i inne opowieści" Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Drzewo" to jedna z ciekawszych książek na ten temat, zgadzam się! :)

      Usuń
  4. Myślę, że przeczytam jakimś jesiennym wieczorem. Zastanawiam się, na ile uda mi się wyłączyć mój instynkt historyka podczas czytania, a na ile dać się porwać 'słowiańskiej' przygodzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maciej, wyłącz instynkt historyka i po prostu daj się ponieść opowieści. :)

      Usuń
  5. Brzmi genialnie, muszę się zainteresować bardziej tą lekturą :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Znamy mitologię grecką, trochę znamy rzymską, a nie znamy własnej, słowiańskiej, własnych korzeni. Dlatego myślę, że to pozycja warta uwagi.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz. :)

Ps. bardzo proszę bez spamowania w komentarzach linkami do stron firmowych - to nie przejdzie. ;)