niedziela, 4 października 2020

{październikowa dycha, czyli 10 rzeczy, które zrobię w październiku}


Uciekł mi! Nie wiem jak, nie wiem kiedy, nie wiem dokąd. Wrzesień mi uciekł! Czy Ty też masz wrażenie, że ostatnio dni mijają jakoś tak... niepostrzeżenie? Zanim się obejrzałam, nastał październik i nawet liście na drzewach rozpoczęły zmianę garderoby na jesienną. Cóż... czas przyjąć do wiadomości, że do końca tego dziwnego roku zostały 3 miesiące i pomyśleć, jak dobrze wykorzystać ten czas. 

Jaki mam plan na październik? Przede wszystkim: nic na siłę. Pamiętaj, że dycha to tylko pewnego rodzaju lista inspiracji, a nie konkretny plan do wykonania. Chociaż muszę przyznać, że działa na mnie niezwykle motywująco. :D To co? Zaczynamy? 


1. Będę odważna!

Nie mogę dokładnie napisać o co chodzi, bo to zbyt prywatne, ale będę wdzięczna za każdą dobrą myśl i energię, którą wyślesz w moją stronę. Muszę być odważna! Chcę być odważna! Potrzebuję być odważna! Nie tylko w prywatnym, ale i w zawodowym życiu. 

Brzmi enigmatycznie, wiem, ale nie wszystkim chcę się dzielić publicznie. Jestem pewna, że zrozumiesz. :) 

2. Zadbam o zdrowie!

Kiedy ostatnio robiłaś/eś badania krwi? A pamiętasz ostatnią wizytę u ginekologa/urologa? Wiem, że to nie takie proste w dobie koronawirusa dostać się do lekarza, a o moich i moich przyjaciół przygodach ze służbą zdrowia mog labym napisać niezły thriller, ale może chociaż rutynowe sprawdzenie poziomu hemoglobiny we krwi?

Ja co prawda wyniki krwi robiłam w sierpniu, ale teraz przyszedł czas na inne działania. Rozmawiałam dziś z koleżanką, która jest fizjoterapeutką i wstępnie umówiłam się na masaże, które pomogą mi zmniejszyć częstotliwość ataków migreny. Taka forma dbania o zdrowie jest mi w sumie obca, nigdy w życiu nie byłam na profesjonalnym masażu relaksującym, a co dopiero na takim leczniczym. No ale... latka lecą, prawda? ;)  


3. Postawię płot!

"Nadeszła wiekopomna chwila", kiedy to musiałam zrewidować swoje idealistyczne podejście do ludzi i świata generalnie. :( Rzeczywistość brutalnie zamordowała moje marzenia o nieogrodzonym terenie, na wzór mojej ukochanej Norwegii czy Szwecji. Po ostatnich przygodach z wielkimi worami śmieci zostawionych po chamsku w naszym lasku, stwierdziliśmy, że niestety, to nie jest Skandynawia ani amerykańskie przedmieścia, gdzie płotki stawia się niskie, do dekoracji lub ograniczenia terenu, po którym mają poruszać się zwierzęta domowe. Bardzo chciałam, ale nie da się. 

Tu, niestety, szacunek do czyjejś własności wyznaczany jest płotem. A i to nie zawsze. nie twierdzę, że ogrodzenie ochroni nas przed niechcianymi śmieciami na naszej ziemi, bo wory z nieczystościami można też postawić pod płotem, ale dość mam wyciągania czyichś szmat, opakowań po ogórkach i petów spośród naszych sosen... 

Dodatkową motywację zasiał we mnie R. - a co, jeśli ktoś zobaczy, że robimy sobie ogniska w tym miejscu i po prostu przyjdzie i rozpali swoje, a później go nie dogasi, wywoła pożar itp. itd.? Co wtedy? Kto ponosi odpowiedzialność? My, jako właściciele tego terenu? Upierający się przy tym, żeby się nie grodzić? To są argumenty, z którymi dyskutować nie ma sensu. I choć zdawałam sobie sprawę z tego, że płot tam będzie musiał powstać, to chciałam odłożyć to w czasie aż do budowy domu. Cóż, rzeczywistość pokazała, że jednak nie powinniśmy czekać... 


4. Pospaceruję...

po lesie! Nie, żebym tego nie robiła w innych miesiącach - średnio dwa razy w tygodniu jestem w lesie. Ale październikowy las to zupełnie inna historia. Mgły, grzyby, rudości zaczynające swoje panowanie w koronach drzew i miękkie światło. Do tego ciepły szal, herbata w termosie i można wędrować! Uwielbiam! 

Wybieram najczęściej albo okolice naszego przyszłego domu, albo zupełne odludzie, gdzieś w środku lasu za miastem. Lubię chodzić w odwiedziny do Przyrody. Nikt tak, jak ona, nie układa mi w głowie, inspiruje i mobilizuje do działania. Polecam! :)


5. Zrobię sobie jesienną playlistę!

Taką, której będę słuchać podczas moich wieczornych spacerów po mieście. Musi mieć w sobie odrobinę nostalgii, melancholii i mnóstwo spokoju. Ale nie będą to jakieś "pościelówy", co to - to nie. Myślę raczej o jakimś fajnym, folkowym graniu, gitarze akustycznej (ale nie tylko), wykonawcach indie, rock, jazz. Może też lubisz taka muzykę i chcesz mi podpowiedzieć, kogo warto posłuchać? Daj znać w komentarzu!


6. Zakończę...

projekt domu! Oczywiście nie sama! Pisałam o tym już >>> we wrześniowej dyszce <<< ale, jak to mówi stare norweskie przysłowie, ting tar tid. rzeczy wymagają czasu. Można to porównać do polskiego spiesz się powoli

W każdym razie, oznacza to tyle, że jest duża szansa na to, że ostateczna wersja projektu naszego domku pod lasem ujrzy światło dzienne właśnie w październiku. Jesteśmy już na ostatniej prostej. :) Nawet nie wiesz, jak się z tego powodu cieszę! 

Oczywiście nigdzie nam się nie spieszy (no, może odrobinę, bo bardzo już byśmy tam zamieszkać), przed nami jeszcze ostatnie formalności związane z pozwoleniem na budowę, no ale... od tego mamy naszą panią architektkę, która dopina całość do ostatniego podpisu na ostatnim dokumencie. Uff... i pomyśleć, że 2 lata temu nawet nie marzyłam o własnym kawałku ziemi! Życie jest pełne nieprzewidywalnych i dobrych momentów. Wystarczy tylko się na to dobro otworzyć. 


7. Nie zamorduję...

żadnego z zielonych przyjaciół, którzy nam jeszcze w kawalerce zostali. Ostatni rok to porażka totalna w temacie roślin doniczkowych. Jakimś cudem w jednym z kwiatów pojawiła się dziwna choroba grzybowa i... zamordowała połowę towarzystwa (a skupiła się niestety na największych i najpiękniejszych okazach). Nawet zamiokulkas, który podobno jest nieśmiertelny, z całkiem pokaźnego koleżki stał się jedną, wątłą gałązką. Serio... Dość mam pożegnań. Postanowiłam uratować resztę zielonego towarzystwa. Zaczęłam od wymiany ziemi i porządnego szorowania doniczek. Trzymaj kciuki, bo przed nami sezon grzewczy i ciemności, które nie są sprzymierzeńcami roślin. 


8. Napiję się wina!

Nie, nie, to nie jest żadna promocja alkoholu ani zapowiedź jakiejś szumnej współpracy. ;) Ostatnie miesiące należały raczej do tych bez %, może z małymi wyjątkami. Ale teraz chce mi się wina z przyjaciółką! Bo musisz wiedzieć, że zwykłe picie wina i spotkanie na wino z przyjaciółką to dwie zupełnie różne sprawy! Bez porównania! ;) Jest szansa, że wino zamienię na przykład na cydr - w końcu mamy jesień, a jesień to jabłka, a z jabłek robi się cydr... no sam/-a rozumiesz! ;) 


9. Nie kupię niczego nowego!

I mam tu na myśli ubrania, rzeczy do domu i książki. Również te z second-handów. Znasz mnie już trochę i wiesz, że to ostatnie będzie najtrudniejsze. Na szczęście nowa książka Olgi Tokarczuk wychodzi w listopadzie. ;) 

A tak naprawdę, cieszę się, że dzięki blogowi i instagramowi dostaję tak zwane dary losu od różnych wydawnictw. To naprawdę pozwala mojemu portfelowi odetchnąć, a przy okazji świetnie pasuje do ruchu #lesswaste, którego idea bardzo mi pasuje. Poza tym, na jesień uzbierałam już tyle książek do przeczytania, że nie mam potrzeby, by jeszcze jakieś dokupić (jest szansa, że wspomnę te słowa, gdy za chwilę okaże się, że jednak są publikacje, które bardzo przeczytać ;) ). Oczywiście, aby nie ulec pokusie i nieco ułatwić sobie zadanie, przestałam zaglądać do książkowego świata w poszukiwaniu ciekawych pozycji. Uff... trzymaj kciuki, ok? 


10. Napiję się kakao!

Takiego z piankami, obrzydliwie słodkiego (skończy się pewnie na kilku łykach) i gorącego. A ponieważ nasze życie w kawalerce potrafi czasami wyglądać, jak najpiękniejszy, instagramowy kadr z hasztagiem #slowlife, to do kakao dodam jeszcze kilka k: kocyk, koty mruczące i książkę. Najlepiej na kanapie i w objęciach R. w pakiecie. ;) 

A Ty? Co będziesz robić w październiku? Daj znać! 

Uściski, k. 

5 komentarzy:

  1. Fajna lista :)) Tez na blogu na całą jesień zrobiłam swoją ;)) i pomaga ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno pójdę na jesienne zdjęcia.
    W okolicy, gdzie mieszkam, jest zamek, który jesienią pośród drzew wygląda niesamowicie pięknie i może się tam wybiorę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zamiokulkas nieśmiertelny? Dobrze wiedzieć, bo miałam go tylko raz i niestety ukatrupiłam w tempie błyskawicznym za pomocą podlewania... Raz za dużo, raz za mało ;)

    Jeśli chodzi o śmiecenie, to odnoszę coraz większe wrażenie, że jesteśmy w tym mistrzami niestety. Przeraża mnie, gdy idę do lasu i widzę stare telewizory kineskopowe, baseny podwórkowe, kanapy samochodowe... Oczywiście o gruzie czy normalnych, domowych śmieciach wspominać nie będę. Wczoraj też mnie zmroziło, gdy kobita z naszego osiedla rabowała z koleżanką w kontenerze na używaną odzież. Oczywiście ja wiem, że to nie trafia do potrzebujących, tylko do lumpeksów, więc jak chcą, to niech się częstują, ale z kulturą. Panie natomiast rozpakowywały worki stojące obok kontenera i rzucały te ciuchy jak szmaty. Nie muszę podpowiadać, że to zwykle zostaje tak na długie dni?

    W temacie playlisty niestety nie pomogę, bo nie mam konkretnych, ulubionych kawałków, ale sama lubię sobie w chłodniejsze dni posłuchać jakiegoś cieplejszego jazzu czy innych klimatycznych składanek, które znajduję na YouTube :)

    No i na koniec coś, co jest mi bardzo bliskie, czyli "niczego nie kupię"! Sama jestem teraz na etapie odgracania i nie jest to łatwe! Owszem, pozbywam się stopniowo nadmiaru rzeczy, ale tak bardzo kusi, żeby uzupełnić je nowymi... ;) I wcale nie chodzi tu o to, żeby nie wydawać pieniędzy. Tak, jak Ty, jestem miłośniczką second-handów, targi staroci i rupieciarnie to mógłby być mój drugi dom. Chodzi raczej o oczyszczenie przestrzeni w mieszkaniu, a tym samym w głowie! O ograniczenie przymusu wyboru, bo im mniej podejmowania decyzji, tym głowa lżejsza!

    Myślę, że październik będzie dla nas podobny. Trzymam kciuki za nas obie i z całego serca życzę powodzenia w realizacji postanowień! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz. :)

Ps. bardzo proszę bez spamowania w komentarzach linkami do stron firmowych - to nie przejdzie. ;)