{o osiemdziesięciolatku, który skradł moje serce, czyli metamorfoza bardzo starego kredensu}
„Muszę go mieć” - powtarzałam w głowie, jak mantrę, intensywnie wpatrując się w ekran komputera – „Po prostu muszę!”- pomyślałam na tyle głośno, że zawisł nade mną pytający wzrok mojego Małża. - Kocie, bo widzisz, mam sprawę… znalazłam taki bardzo stary, przepiękny kredens, idealny do naszej kuchni, drewniany taki, wiesz, jak lubię - mebel z duszą, i ja go odnowię, sama, nawet palcem nie kiwniesz (o naiwny!), obiecuję! - wyrecytowałam niemal jednym tchem. Z niepocieszoną miną podszedł bliżej, zerknął w ekran i skwitował: - Nie mamy na niego miejsca. Ale ja już wiedziałam, że pierwsze ziarenko nagłej potrzeby posiadania mocno nadgryzionego zębem czasu mebla zostało zasiane. Czy właśnie wyszłam na manipulującą Małżem zołzę? Być może. Dodajmy do tego upartą kozią naturę i chyba nie muszę mówić, że po raz kolejny powiedział TAK? ;)
19 komentarzy: