Są takie dni, że nawet budyń nie pomoże... ale też nie zaszkodzi. ;) Zwłaszcza, gdy nie wymaga dużego zaangażowania oraz jest zdrowy dla ciała i ducha.
Są takie miejsca, do których bardzo lubię wracać. Atmosfera, okoliczności przyrody, ludzie i zwierzęta - wszystko to powoduje, że na samą myśl o Drwęcku na twarzy pojawia mi się uśmiech. Wczoraj wybraliśmy się tam z Przyjaciółmi po raz kolejny i muszę przyznać, że to był super plan na niedzielę.
Lato zbliża się wielkimi krokami. A jeśli jest lato, muszą być lody. Moje lodowe eksperymenty rozpoczęłam dość wcześnie, ale jako typowy zimolub preferuję lód przez cały rok. ;) Ice, ice, baby! Co prawda pogoda nas nie rozpieszcza, ale jestem pewna, że zamiast regularnej wiosny, w maju będziemy już mieć pełnię lata. (Niestety?) Dlatego trenuję produkowanie lodów na skalę prawie masową. A przynajmniej taką, która zaspokoi nasze apetyty, utrzyma mnie w stanie względnej hibernacji przez okres upałów oraz pozwoli poczęstować gości, od czasu do czasu. ;)
Przez długi czas nie mogłam się zdecydować, jak zagospodarować naszą główną ścianę w salonie. Moja wizja czystej, prostej, funkcjonalnej i minimalistycznej przestrzeni nie znajdowała realnego kształtu w żadnym ze sklepów meblowych. Poszukiwanie mebla idealnego - znacie to?