poniedziałek, 23 grudnia 2019

{pięć pokoleń}


Jestem piątym pokoleniem, które je robi. Przede mną lepiła je Praprababcia Anna i jej córka - Prababcia Maria. A później jej córka - Babcia Nadzieja oraz jej córka - moja Mama, Irenka. I teraz ja. Z moją Mamą, jasna rzecz. A wcześniej także z Babcią. Raz w roku, tylko na zimowe święta. Z zebranych jesienią i ususzonych grzybów leśnych oraz ciasta drożdżowego.

Grzybówki to nie tylko symbol zimowych świąt, ich smak i zapach tak dobrze mi znany od dzieciństwa. Niepowtarzalny i nieodzowny składnik grudniowej celebracji światła. To także niewidoczna, złota nić łącząca mnie z kobietami, dzięki którym jestem. Tradycja, którą uwielbiam. I którą chcę zachować najdłużej, jak to będzie możliwe. 

Między innymi dlatego poniżej znajdziesz przepis na grzybówki (z podanych ilości wychodzi około 100 sztuk), wyjątkowe "pierożki", które znikają w naszym domu w ciągu jednego wieczora.


CIASTO
❄ 1 kg mąki pszennej
❄ 5 dag drożdży
❄ litr mleka
❄ szczypta soli

FARSZ
❄ suszone grzyby leśne (celowo nie podaję ilości, bo po pierwsze - nie da się jej określić dokładnie, a po drugie - zawsze zjadamy trochę farszu w trakcie lepienia. W tym roku była to co najmniej torebka papierowa wielkości kartki A4.)
❄ cebula lub dwie (zależy, ile lubisz i ile masz grzybów)
❄ sól i pieprz do smaku

❄ olej do smażenia (butelka litrowa powinna wystarczyć)





PRZYGOTOWANIE:

To, czego nie może zabraknąć podczas przygotowania grzybówek, to towarzystwo. Zadbaj więc o dodatkową parę rąk do pomocy w lepieniu, ale także o odpowiedni nastrój. Może kieliszek wina do tego? ;) Ale zanim zaprosisz kogoś do pomocy, dzień wcześniej namocz porządnie grzyby w wodzie. Mogą się moczyć kilka godzin, a nawet całą noc. 
Po takiej kąpieli grzyby przepłucz, a następnie podgotuj lekko w osolonej wodzie (świeżej, nie tej z moczenia) i zmiel w maszynce do mielenia. Jeśli masz czas i cierpliwość, możesz je posiekać. Ja nie mam, ułatwiamy sobie z Mamą zadanie i mielimy ile wlezie. ;) 

Kolejnym etapem jest podsmażenie pokrojonej w dość drobną kostkę cebuli, wymieszanie jej z grzybami i doprawienie całości solą oraz pieprzem. Niczego więcej Ci nie trzeba. No, może odrobiny tego wina, o którym wcześniej wspominałam. Ale wlej je do kieliszka i wypij, nie dodawaj do farszu. ;) Teraz możesz też puścić "Last Christmas" albo inną piosenkę, która wprowadzi Cię w świąteczny nastrój.

Zajmijmy się ciastem. Twój kilogram mąki powinien w tym momencie wylądować w dość dużej misce. W rondelku podgrzej lekko mleko (około szklanki) i rozpuść w nim drożdże. Do grzybówek nie używamy drożdży w proszku, chociaż pewnie można. Ale jakoś tak nie możemy sobie z Mamą odmówić tej przyjemności rozpuszczania ich w białej cieczy. Nie wiem, dlaczego. Tak już jest. Pewnie podświadomie czujemy, że któraś z Babć, albo nawet wszystkie, postukałyby się w głowę i powiedziały coś w stylu "co to za wynalazki w naszych grzybówkach?". Wolimy się zatem nie narażać... i przystępujemy do łączenia składników. 

Zagniataj ciasto energicznie, nie żałuj sobie. Klep, szczyp, gnieć, dodając mleka według potrzeb. Generalnie ciasto ma być sprężyste i łatwo odchodzące od dłoni. Ważne jest, żebyś porządnie wyrobił/-a ciasto, także poznęcaj się nad nim trochę, możesz je kilka razy rzucić o blat. Jeśli się zmęczysz, daj znak swojej rezerwowej parze rąk, że teraz jest jej kolej na trening. :) 
Dobrze wyrobione ciasto włóż z powrotem do miski, nakryj czystą ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Ile to potrwa? Nie wiem. Zależy, jak ciepło masz w domu. Po prostu zaglądaj do ciasta co 15-20 minut. Gdy podwoi swoją objętość - ruszaj do boju! Najlepiej z wałkiem. I odrobiną mąki do podsypywania, żeby ciasto nie przyklejało się do stolnicy.



Odrywaj kawałki ciasta, wielkości kulek mieszczących się w Twojej garści i ugniataj, a następnie rozwałkuj je na dość cienkie placki. Takie o 2-3mm grubości. Wycinaj z nich kółka (my robimy to od wieków szklanym pucharkiem do deserów). Małą łyżeczką nakładaj farsz na środku i zamykaj, jak pierogi. Do sklejenia brzegów używamy równie wiekowego, co pucharek, hmm ustrojstwa. Takiego okrągłego przycisku ze szlaczkiem na brzegu. Ale możesz spokojnie użyć maszynki do pierogów, widelca lub swoich palców. Ważne, by dokładnie zamknąć grzybówkę, bo inaczej, pod wpływem temperatury, wybuchnie i zrobi Ci w garnku niezły bajzel. Wierz mi, sprawdziłam. 

Gdy ułożysz już w równe rzędy te swoje 100 "pierożków", ciasto się skończy, a farszu, mimo podjadania, jeszcze zostanie - czas rozgrzać olej w garnku. Wlej całą butelkę. Serio. Oczekując na odpowiednio zgotowane grzybówkom piekło, napij się wina, odpocznij, wytrzep mąkę z włosów. Pośpiewaj z Georgem Michaelem. Ale za nic w świecie nie zabieraj się za dekorowanie choinki! Zapomnisz o oleju, a to grozi pożarem... BHP ponad wszystko. Przygotuj sobie coś, czym będziesz wyciągać gotowe grzybówki z oleju. I coś, na co będziesz je odkładać. Teraz Twoja praca musi nabrać odpowiedniego tempa, zatem przystopuj z winem. ;) 

Do garnka z rozgrzanym niemalże do czerwoności olejem wrzucaj po kilka sztuk grzybówek i smaż je przez kilka minut. Nie zapomnij ich odwrócić na drugą stronę (to może wydać się niemożliwe, ale próbuj, za którymś razem się uda). Myślę, że po około minucie-dwóch na stronę wystarczy. Działaj szybko i sprawnie. Kolejne partie będą się smażyły dużo szybciej, niż pierwsza. 

Gotowe - powinny mieć kolor złota. Serio. Złote, chrupiące i....pieruńsko gorące! Dlatego nie rzucaj się na nie od razu po wyjęciu ich z garnka. To naprawdę niezłe ćwiczenie cierpliwości. Ja zawsze przegrywam. ;) Lekko poparzone opuszki palców oraz podniebienie to naprawdę niewielka cena za SMAK, na który czekam cały rok. 


Pysznych Zimowych Świąt! 
Uściski, k. 

6 komentarzy:

  1. W tym roku już za późno, ale w przyszłym na pewno zrobię!:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pysznie wyglądają te Twoje pierożki 😉 u mnie robi się pierożki z wody z bułeczką tartą 😉

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyglądają przepysznie, przyznam, że nie znam takich pierożków. Muszę spróbować! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny pomysł na inną odsłonę pierogów! Ja nie przepadam jakoś mega za pierogami - są dla mnie po prostu okej. :) Ale już tak mam z polską kuchnią. Ostatnią fajną rzecz pierogo-podobną jadłem w Gruzji. Pierogi są na całym świecie! Ostatnio skosztowałem w Katowicach podczas święta pierogów kilka azjatyckich wersji. :) Bawmy się kuchnią tak jak Ty, bo świetne rzeczy z tego wychodzą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem przed obiadem i aż mi zaburczało w brzuchu na widok tych cudeniek! Nigdy nie jadłam smażonych pierogów, wyglądają niezwykle smakowicie. Muszę spróbować!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz. :)

Ps. bardzo proszę bez spamowania w komentarzach linkami do stron firmowych - to nie przejdzie. ;)