wtorek, 1 stycznia 2019

{siabada, siabada, nowy rok, nowa ja?}




Jak się Katarzyna głosi, tak się Nowy Rok nosi.

I chociaż ja jestem z tych marcowych Kaś, to wierzę, że moje październikowe imienniczki wiedziały, co robią, a to polskie do bólu - jak moje imię - przysłowie się sprawdzi. Bo październik był bardzo ładny. Książkowo jesienny wręcz. I pełen książek - też! Generalnie cały 2018 był pełen książek, ale nie tylko. Emocje, decyzje, wybory między tym, co dla mnie dobre, a tym, co dobre dla innych, zmiany i generalnie takie tam kozie dyrdymały. Efekt: you know nothing, Koza Snow.*
Czasami po prostu trzeba sobie odpuścić. I ja tak właśnie na koniec tego roku odpuszczam, spuszczam powietrze z tego balona w kształcie jednorożca (ej, a czemu kilogramów nadprogramowych tak nie można po prostu przekłuć igłą i wypuścić na wolność? :P ) i przez chwilę czuję się jak ten słynny kowal swojego losu. A propos: czy ktoś widział, jak wygląda ten los, co to sobie go ten kowal sam wykuł? Serio, chętnie zobaczę.

Wracając do postanowień noworocznych: siabada, siabada, nowy rok, nowa ja! 





Żartowałam. Bo ja od razu będę raczej starsza, niż nowsza (kto w styczniu urodzony niech palec wsadzi do budki, bo za minutkę zamykamy budkę). Nie dalej jak dwa dni temu wyrwałam sobie z głowy kolejny siwy włos udając, że to po prostu jakiś taki słuchający techno i tańczący w białych rękawiczkach (stąd ta siwizna) kuzyn moich pięknych, młodych, farbą czekoladowych włosów! A co, kto mi zabroni? No kto się odważy? Nawet mój Małż nie. ;) Także w kwestii nowej mnie do powiedzenia mam tyle, że noł łej, newerewer, niśt, niet i nej! Dlaczego?

Po pierwsze:
no sama/sam pomyśl. Te wszystkie karnety na siłownię, baseny, te kartki pieczołowicie zabazgrane noworocznymi planami i wizjami lepszego siebie muszą być bardzo samotne, gdy w lutym wszystkim przejdzie ochota.

Po drugie:
po co zmieniać to, co jest dobre? Acha, powiało narcyzem i kółkiem samolubnej adoracji? ;) Znasz mnie, daleko mi do samozachwytu, jak biegunowi północnemu do południowego (kurka, teraz muszę sprawdzić, czy naprawdę mają do siebie tak daleko). Ale im jestem starsza, tym na więcej rzeczy mam wy...walone. Na przykład na to, co ktoś o mnie sobie pomyśli. No dobra, jak ktoś o mnie mówi i pieką mnie uszy, to bardzo z tego powodu cierpię i chcę, by już zmienił temat. Koza z czerwonymi uszami nie wygląda zbyt atrakcyjnie. Ale generalnie - mów, myśl, rób co chcesz. To moje życie i Ty go za mnie nie przeżyjesz. Tak, jak ja nie przeżyję Twojego życia za Ciebie. Dlaczego więc miałybyśmy / mielibyśmy się przejmować?

Po trzecie: 
nie lubię mieć kaca. Moralnego też nie. Dlaczego więc mam sobie go co roku fundować? Przecież i tak wiem, że 3/4 z tej listy postanowień noworocznych nie uda mi się zrealizować. Nawet nie dlatego, że mi się nie będzie chciało. Ale życie jest tak nieprzewidywalne i pełne niespodzianek, że najzwyczajniej w świecie niektóre postanowienia stracą ważność. Zupełnie jak ten ostatni, czekoladowy zając wielkanocny, pozostawiony samotnie w markecie, wyczekujący kolejnej wiosny. Chcesz być tym zającem? Wiesz, jak on kończy? Odwijasz to pozłotko, a tam szary nalot na czekoladopodobnym czymś, co kształtem wcale nie przypomina zająca. You know what I mean, babe! ;)





Dlatego planuję i postanawiam na bieżąco. Dziś na przykład postanowiliśmy z R. (tak, konsultuję moje decyzje z Małżem, rozmawiamy ze sobą, przyjaźnimy się, bierzemy zdanie drugiej połówki pod uwagę), że ostatni dzień tego roku spędzimy nad morzem, w naszym ulubionym miejscu. I tak też zrobiliśmy. Wzięliśmy ze sobą koc, szampana, kieliszki. Ba, mieliśmy też dmuchane cyferki 2, 0, 1 i 9, które dziwnym trafem pozostały nienadmuchane. Spędziliśmy cudowny czas razem, ganiając po plaży, pokazując sobie największe fale, siedząc i w milczeniu słuchając szumu wzburzonego morza. W przerwie trzasnęliśmy parę zdjęć, a zanim usiedliśmy - znalazłam chwilę na pierwsze w życiu gadane wejście na żywo na instagramie. Także wiesz... Jednak nowa ja? ;)


W Nowym Roku życzę Ci CZASU. Dla siebie, dla rodziny, dla bliskich i dalszych znajomych, na czytanie książek i blogów ;), na spacery, przyjemności, miłość, przyjaźń, pracę i spełnianie marzeń. Wszystkiego najlepszego. Dziękuję, że jesteś.
A jeśli mnie potrzebujesz - jestem. Stara, ale jak to się mówi - jara. Się jara. Coś. Czujesz? To 2018...




Uściski noworoczne! k

*oglądałeś/-łaś TEN odcinek "Gry o tron", prawda? 


8 komentarzy:

  1. I nawzajem. Czasu dobrego, nie wykrojonego siekierą a miękkiego jak kocie futerko. Czasu na pasję, na duszę, na wszystko co ważne w ten szczególny, NASZ sposób :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O, i właśnie takie zdroworozsądkowe podejście lubię (a do postulatu o przekłuwaniu kilogramów przyłączam się siłą wszystkich kończyn) :)
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To by była heca, gdyby taki balonik wystarczyło przekłuć, prawda? 😉 Uściski!

      Usuń
  3. Zazwyczaj nic nie postanawiam z okazji nowego roku, ale na 2019-y mam dwa cele: zbudować trzeci pokój w moim escape roomie i powiększyć rodzinę.
    A, no i wzajemnie! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale takie plany to ja bardzo szanuję! 😊 I trzymam kciuki, zwłaszcza za powiększenie rodziny!

      Usuń
  4. Kózko my w tym roku odczarowalismy Sylwestra! Pierwszy raz od lat bez cmentarnych opowieści, chorób i szpitali. Szkoda tylko ze głowa dzisiaj boli.
    Mi duże postanowienia całkiem niebwychodza wiec ich nie robię ale takie małe owszem zdarza mi sie umieszczać na liście w mojej głowie. BUziaki noworoczne!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juhuuu jest moc! Cieszę się, że weszliście w 2019 cali i zdrowi! Buziaczki!

      Usuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz. :)

Ps. bardzo proszę bez spamowania w komentarzach linkami do stron firmowych - to nie przejdzie. ;)